Ja i smok!

Jedną z pierwszych rzeczy jaką chciałem zrobić w świadomym śnie było latanie. Ale nie takie zwykłe, to mnie tak nie pociągało. Bardziej moją uwagę przyciągały wszelkiego rodzaju latające bestie. Postawiłem sobie za cel dosiąść smoka a mój cel umacniał się po obejrzeniu filmów, w których ktoś na takowym latał. W tym wpisie poznasz moje pierwsze spotkanie ze smokiem!

     Zacznijmy od przygotowań jakie poczyniłem. Przede wszystkim obejrzałem kilka a może i nawet kilkanaście filmów, w których pojawiają się smoki, po to by mój mózg doskonale zapamiętał smoki i mógł je odwzorować we śnie. Pojawił się też jeden minus takiego oglądania, ale o tym dowiesz się za chwile. Gdy już chęć latania na smoku przerosła chęć oglądania kolejnych filmów, wziąłem się za myślenie nad tym jak przywołać smoka coby nie tracić na to czasu już w samym śnie. Uznałem, że jak na pierwszy raz najłatwiejszą opcją będzie stworzenie góry z grotą, z której ów smok wyjdzie a ja na niego wsiądę i zacznie się zabawa!

     No niestety tak łatwo wcale nie poszło.

Będąc już w sennym świecie pierwsze co zrobiłem to wybudziłem się ze snu do kolejnego snu dzięki czemu uzyskałem najbardziej realistyczny sen jaki można uzyskać. Wstałem z łózka zamknąłem oczy i wyobraziłem sobie pustą polane. Otworzyłem oczy i elegancko byłem na pustej polanie. Było dość chłodno więc szybko stworzyłem za sobą skrzynie, w której znajdowały się ciepłe ubrania. Ubrałem się no i teraz wypadało by się zabrać za tworzenie tej, że góry. W tym celu wyciągnąłem rękę przed siebie wskazując miejsce w niedalekiej oddali, zamknąłem oczy i powiedziałem „chce mieć tu górę z wielką grotą”. Nic się chyba nie zmieniło, ale po otworzeniu oczu przede mną rozpościerała się olbrzymia, lodowa góra. Nie ukrywam, że byłem pod wrażeniem, że moja wyobraźnia jest w stanie coś takiego stworzyć. Piękna góra, od której biło chłodem a wejście do groty było porośnięte lodowymi soplami jak i samym lodem w kryształowej formie.

    No to skoro mamy już górę i grotę pora na smoka!

Wyobraziłem sobie na szybko, że w skrzyni za mną jest pochodnia. Wziąłem ją, zamknąłem oczy, otworzyłem pochodnia płonęła i dawała miłe ciepło. No to siup, pełen entuzjazmu wszedłem do groty. Było dość ciemno a pochodnia średnio pomagała. Odstawiłem pochodnie na bok i klasnąłem w dłonie z intencją zapalenia światła. Zrobiło się jasno, w środku wyglądała jak lodowa jaskinia. Wysoka na jakieś 8 metrów a u jej szczytu znajdowało się mnóstwo ogromnych lodowych sopli. Ściany były z grubego przezroczystego lody, ale chyba nic się za nimi nie znajdowało. Nie była jakaś ogromna jeśli chodzi o wymiary, nie miała też dalszych korytarzy. Ale nie było w niej smoka… Obrałem inną taktykę, wyszedłem z powrotem na polane. Wyciągnąłem rękę i powiedziałem „chce by z góry wyszedł smok”. Nie minęła chwila a ze środka było słychać charakterystyczny smoczy dech. No to teraz byłem pewien, że smok tam jest więc pełen optymizmu zbliżyłem się do wejścia i zacząłem krzyczeć żeby wyszedł bo chce na nim latać! Chyba nie zbyt mu się to spodobało. Co prawda wylazł a raczej wyleciał z groty i osiadł na polanie rozpościerając swoje lodowe skrzydła.

źródło: pinterest

  Dosiąść smoka!

Wyglądał meega mega pięknie. Piękny lodowy smok. Byłem wielkości jego łapy co mnie trochę przerażało. Ale wyglądał całkiem przyjaźnie. Sama możliwość patrzenia na smoka dawała mega entuzjazm. Nawet na chwilę zapomniałem, że to sen. No ale przecież nie po to mi smok żeby na niego patrzeć! Pewien siebie, że zaraz będę na nim latać zrobiłem krok w jego stronę. Jeden drugi trzeci ii chyba mnie wcześniej nie widział. Na jego pysku rysował się wrogi zarys. I to jest ten mały problem tych filmów! W większości smoki nie były zbyt przyjazne więc dlaczego mój miałby być? Poczułem się jak legendarny wiking, który za chwile będzie musiał stoczyć bój z bestią. Standardowa procedura. Skrzynia za mną a w niej oręż. Dobra drewniana okrągła tarcza i porządny topór obusieczny. Z tarczą nie było problemu, ale ten topór.. nie na moje siły. Zamykamy skrzynie otwieramy i wyposażenie się zmienia w zwykły miecz. Zawsze coś lepsze to od samej tarczy!

  Starcie ze smokiem!

Był jeszcze hełm, miła niespodzianka bo przecież o zbroi nie pomyślałem, ale nie było już na to czasu bo smok jakby nie był zainteresowany czekaniem aż się przygotuje. Stanąłem na wprost bestii i mu mówię „daj się dosiąść albo sam Cię dosiądę” mam wrażenie, że musiało tu głupio zabrzmieć, ale cóż. Smok nieoczekiwanie nabrał super zdolności. Robiąc ruch swoim wielkim skrzydłem jakby miał zamiar zaraz odlecieć wyrzucał z niego niewielkie lodowe kolce. Tarcza sprawowała się świetnie w ich blokowaniu, ale przecież nie mogę stać jak kołek. Nigdy wcześniej nie walczyłem ze smokiem to też nie miałem pomysłu co zrobić. Wpadłem na pomysł żeby w skrobać się na jego grzbiet po jego chropowatych lodowych łuskach na nogach. Bez większego myślenie zacząłem biec w jego stronie zasłaniając się tarczą. Wyglądało to tak, że przed oczami miałem swoją dłoń i kawał drewna połączony blachą i nic poza. To też po chwili odbiłem się od jego nogi jak od jakiegoś kauczuku XD.

Jeszcze tylko kroczek

Przewróciłem się na ziemie a przed sobą miałem jego wielkie cielsko i widok podnoszącej się wielkiej łapy. Szybki zwrot pod jego brzuch, niestety zdeptał mi tarcze. Szkoda zdążyłem się do niej przywiązać… Teraz miałem powód żeby się zemścić. Za tarcze! (aż przypomniał mi się Rojo wykrzykujący „Tarcza szmato’). Nie ociągając się z mieczem w dłoni przebiegłem na jego tył iii ujrzałem OGON. Po co mam się wspinać po nodze skoro mogę po ogonie, który wygląda jak by był do tego przystosowany. Wskoczyłem na ogon, ale nie pomyślałem, że smok może zacząć nim wymachiwać… Trzymałem się mocno każdej łuski, powoli wspinając się na jego grzbiet. Na grzbiecie było jakby bezpieczniej i stabilniej. Szybko usiadłem w miejscu plus minus na jego karku łapiąc się wystającej łuski z jego karku. Upuściłem miecz na ziemie, bo przecież nie chciałem go ubić tylko na nim latać!

No i lecimy!

Pogłaskałem go i klepiąc go po łbie powiedziałem „no to teraz się wykaż i leć dokoła góry”. Zrobił kilka zamachów skrzydłami wydając z siebie odgłos niezadowolenia i wzniósł się w powietrze. Trzymałem się tak mocno jak tylko mogłem. Nie dość, że mam lęk wysokości to leciał z dość duża prędkością. Okrążył kilka razy górę a ja podziwiałem wszystko pełen radości z latania na smoku. Uczucie było naprawdę niesamowite, nie da się tego opisać poza tym, że było zimno. Szkoda tylko, że nie zobaczyłem jak zieje ogniem, ale może to i lepiej dla mnie 😀

 

Daj znać czy Ci się podobał taki wpis na podstawie mojego snu, będzie to dla mnie informacja, żeby napisać kolejne swoje senne przygody!

22 Udostępnień

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

18 komentarzy “Ja i smok!”